Skip to main content

Kandydaci znacznie chętniej aplikują na oferty pracy, w których podano wysokość wynagrodzenia. Obecnie w Polsce na ujawnienie widełek finansowych decyduje się coraz więcej firm, choć nadal w wielu ogłoszeniach informacja ta nie jest sprecyzowana. Aplikując, warto pamiętać, że brak widełek w ofercie nie jest złą wolą rekrutera, a decyzja o podaniu stawki należy wyłącznie do firmy – na razie, bo w ciągu 3-4 lat UE chce uregulować przejrzystość płac

Jako rekruter często spotykam się z feedbackiem od kandydatów w kwestii informacji o wynagrodzeniu w przedstawianej ofercie. Zawsze sprowadza się on do jednego: kandydaci chcą wiedzieć, w co inwestują czas. Brak transparentności w tym obszarze zniechęca specjalistów do zaangażowania się w rekrutację. Potwierdzają to badania – według raportu Candidate Experience w Polsce z 2019 roku, aż 71% kandydatów oczekuje podania w ofercie wysokości wynagrodzenia. Stricte w branży IT ten odsetek jest jeszcze wyższy i, według raportu No Fluff Jobs z tego samego roku, sięga aż 90% osób! W ostatnim czasie temu tematowi zaczęła przyglądać się sama Unia Europejska, która w ciągu 3-4 następnych lat chce uregulować przejrzystość płac.

Na razie jednak firmy podejmują taką decyzję indywidualnie. Widać wyraźnie, że dla szukających nowej pracy rozmowa z rekruterem jedynie o samych oczekiwaniach finansowych nie jest już satysfakcjonująca. Kultura pracy się zmienia i to, co jeszcze w latach 90. czy 00. byłoby nie do pomyślenia, staje się powoli rynkowym standardem. Jak zwykle przodująca w podążaniu za trendami branża IT zaczęła w dużej części wychodzić naprzeciw tym oczekiwaniom, ale nadal sporo firm obawia się otwarcie mówić o wynagrodzeniach. Coraz mniej za to boją się mówić o nich kandydaci. I znacznie chętniej wchodzą w dialog z tymi pracodawcami, którzy decydują się na otwartość w tym temacie.

A co jeśli poszukiwania kandydatów prowadzi agencja rekrutacyjna? Warto wiedzieć, że rekruter może podać w wystawionym przez siebie ogłoszeniu tylko tyle informacji, na ile pozwoli mu firma, dla której prowadzi poszukiwania. Jeśli klient nie zgodził się na ujawnienie widełek finansowych, rekruter ma związane ręce. Headhunterzy dobrze wiedzą, że ogłoszenia z podanymi widełkami mają o wiele lepszy odbiór na rynku i że są oszczędnością czasu i energii dla obu stron – dlatego brak takiej informacji nie jest złą wolą rekrutera. Można o tę kwestię dopytać, choć doświadczony rekruter IT raczej podzieli się z kandydatem wysokością widełek już w pierwszej wiadomości.

Wiele firm ma przekonanie, że brak informacji o widełkach finansowych w ogłoszeniu działa na ich korzyść. Powody mogą być różne: od obaw przed ujawnieniem swoich wydatków na wynagrodzenia przed konkurencją po typowo negocjacyjne podejście do rekrutacji, zgodnie z którym kto pierwszy ujawni swoją stawkę, ten jest automatycznie traci przewagę nad przeciwnikiem. Sęk w tym, żeby firmy uświadomiły sobie, że kandydat to nie przeciwnik, a nasz nowy potencjalny sojusznik. Ktoś, kto czuje się godnie i adekwatnie wynagradzany, będzie wspierał naszą organizację w rozwoju. Jeszcze wyraźniej podkreśla to sytuacja odwrotna: pracownik, który zorientował się, że w negocjacjach podał zbyt skromne oczekiwania finansowe i zarabia mało w stosunku do rynku i swoich kolegów z branży, straci entuzjazm do angażowania się w swoje obowiązki. I prędzej czy później odejdzie, zabierając ze sobą całe know-how, które nabył na stanowisku pracy. W dzisiejszym świecie przepływ informacji jest błyskawiczny i taki scenariusz obserwuję jako rekruter na co dzień.

Doskonale rozumiem kandydatów, którzy szukają ofert podających wprost, jakie wynagrodzenie firma przewiduje dla przyszłego pracownika. Rozumiem też obawy firm przed zmianą podejścia do przejrzystości wynagrodzeń. Ale rozwój branż pokazuje, że coraz częściej akcent w układzie pracodawca-pracownik kładzie się na partnerstwo, i takiego właśnie podejścia oczekują od firm osoby szukające pracy. W KZ INSPIRE często namawiam moich klientów, żeby otworzyli się na podanie w ogłoszeniu widełek finansowych. W branży IT ilość pozytywów znacznie przewyższa ilość zagrożeń, tym bardziej że jest to jedna z najprostszych technik employer brandingowych, które można zastosować. Firma, która nie boi się podać takich informacji, jest postrzegana jako pewna siebie, transparentna, niedyskryminująca. A kandydaci bardzo to doceniają